Myśli i wspomnienia tłoczyły się w mojej głowie. Nie potrafiłem ich poukładać i
posegregować. Jego pojawienie ruszyło całą ich lawinę.
To już dwa miesiące odkąd widzieliśmy się ostatnim razem. Zachował się tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło, po prostu zniknął następnego dnia. Dziś po tak długim dla mnie czasie wrócił ale paradoksalnie nie mogę się pozbierać. Nie spodziewałem się tego, chociaż cały czas marzyłem o tej chwili.
Wyglądał tak niesamowicie. Jeszcze lepiej niż go zapamiętałem. Nie miałem jednak śmiałości do niego podejść i tak bezpośrednio wyrwać z tłumu naszych znajomych. Siłą wszystkiego nikt nie wie i nawet nie podejrzewa, że cokolwiek między nami zaszło.
Powitałem go z daleka zwykłym cześć, tłumiąc narastające we mnie emocje. Nie mogłem i nie chciałem robić scen przy wszystkich. Z trudem powstrzymałem swoje ciało od niekontrolowanych ruchów. Z jednej strony miałem ochotę rzucić mu się w ramiona a z drugiej po prostu go uderzyć. Za to, że miał mnie w nosie przez cały ten czas.
Nawet na chwilę gdy zostaliśmy sami, nie byłem w stanie podjąć jakiejkolwiek rozmowy. A już na pewno nie o tym.
Też nie sprawiał wrażenia jakby chciał powiedzieć cokolwiek.
Czy w ogóle się tego tematu podejmie, czy może całkowicie wymazał ten incydent z pamięci?
Dlaczego po tym zniknął i dlaczego równie niespodziewanie wraca?
Czy chociaż przez moment o mnie pomyślał? Ułamek sekundy, jakieś przelotne skojarzenie?
Być może jestem głupi ale cały czas mi go brakowało.
Do tego niepewność. Ciężko było wytrzymać.
Teraz gdy nadarzała się okazja, musiałem omówić wszystko, co mnie męczyło. Gdybym tylko zapisywał te wszystkie pytania…
Z resztą o czym ja marzę? Skoro zapewne dla niego to nic nie znaczyło, po co miałby w ogóle chcieć o tym mówić? Ja muszę to zrobić pierwszy. I nawet gdy będzie chciał się wymigać, nie pozwolę mu na to.
Nie popuszczę. Za dużo cierpiałem, zastanawiając się nad wszystkimi możliwymi odpowiedziami.
Bo życie w niepewności boli.
Siedziałem teraz na łóżku wtulony w poduszkę, próbując poskromić plątaninę przemyśleń. Miałem w głębi serca nadzieję, naiwnie tłumacząc sobie, że może dla niego też jest to trudne, że postawa nic się nie stało, przecież jesteśmy tylko kumplami to po prostu mechanizm obronny.
Mówi się, że nadzieja matką głupich. W takim razem ja jestem idiotą.
Serce podskoczyło mi do gardła, gdy usłyszałem pukanie do drzwi i szarpnięcie klamki.
-Proszę –zawołałem drżącym głosem po czym od razu drzwi się otworzyły i zobaczyłem JEGO.
Myślałem, że śnię. Gdybym nie siedział na łóżku, tylko stał, runąłbym chyba na podłogę. Nie mogłem w to uwierzyć. Z radości miałem ochotę się popłakać ale nie zrobiłem tego. Muszę być twardy, niech widzi, że mnie to nie rusza. Niech sobie nie myśli, niech nie wie dokładnie jaka jest prawda.
Zjawiasz się teraz jakby nigdy nic…
-Mogę?
-Yhym.
Spojrzał jeszcze na korytarz, jakby spodziewając się, że ktoś mógłby go śledzić i dopiero wtedy wszedł.
-Co cię do mnie sprowadza? –zapytałem, nerwowo przełykając ślinę.
-Po prostu chciałem się przyjemniej przywitać.
W tym momencie poczułem jak robi mi się gorąco.
Nie dam się zmiękczyć.
-Długo się nie widzieliśmy –powiedziałem zimno –Nie sądzisz, że należą mi się wyjaśnienia?
Moje pytanie ostudziło jego zapał. Stanął w pół pokoju, na jego twarzy pojawiło się wyraźne zakłopotanie.
Był taki uroczy…
-Musiałem wyjechać –wyjaśnił pospiesznie.
-Na koniec świata? W miejscu gdzie nie ma zasięgu i połączenia same się odrzucają?
Próbowałem się z nim kontaktować ale za każdym razem numer był zajęty, albo od razu byłem rozłączany.
Za każdym razem bezskutecznie.
-Przepraszam, byłem zajęty… -powiedział przygaszony.
Miałem wrażenie, że pojawiły się wyrzuty sumienia. I dobrze. W sumie czyż nie taki był mój cel?
-Przez całe dwa miesiące? Wystarczyło odebrać jeden cholerny telefon w tygodniu!
Wiedziałem, że się czepiam ale zasługiwał na to i w pełni powinien zrozumieć moje zachowanie. Starałem się nawiązać kontakt i nie musiałbym dzwonić prawie codziennie, gdyby choć raz odebrał. Po tygodniu miałem dosyć. Wiedziałem, że to nic nie da więc dałem sobie spokój.
-To był dla mnie ciężki okres, po prostu musiałem sobie wszystko poukładać. Tu nawet nie chodzi o ciebie...
Podszedł do mnie bliżej. Najwidoczniej stanie na środku pokoju przestało mu odpowiadać albo…
Usiadł na brzegu łóżka.
-Dla ciebie ciężki? A co ja miałem powiedzieć? Po tym wieczorze po prostu zniknąłeś tak bez słowa. Rozpłynąłeś się i zostawiłeś mnie ze wszystkimi wątpliwościami. Nie odbierałeś telefonu, nie dawałeś znaku życia, jakbym dla ciebie przestał istnieć. Co ja mogłem czuć, o tym nie pomyślałeś?
-Przepraszam, wiem że nawaliłem. Byłem cholernym egoistą… Zachowałem się jak gówniarz i kretyn.
To było w pewnym sensie zabawne gdy zaczął sobie ubliżać.
Takie kochane…
Widziałem w tym szczerą skruchę, poza tym w końcu, byłem pewien że żałuje. To niesamowite jak jedno wyznanie potrafiło zmienić mój stosunek.
-Przestań tak mówić. Nie zmienisz tego co było.
Co najwyżej możesz naprawić. O ile cokolwiek dla ciebie znaczę.
Nie wiedziałem co o tym myśleć. Z jednej strony tak bardzo go pragnąłem a z drugiej wciąż miałem masę wątpliwości.
-Tęskniłeś? –zapytał, gdy tylko znaleźliśmy się blisko.
Czy myślałbym o tobie codziennie, nie tęskniąc?
-Powiedzieć ci prawdę czy skłamać?
-Skłam
-Ani trochę.
Tak było znacznie łatwiej.
-Nawet gdybym nie kazał ci skłamać żebyś to zrobił, wiedziałbym. Nigdy tego nie potrafiłeś robić, nic się nie zmieniło.
-Nadal to widać?
-Widzę to w twoich oczach. One mówią wszystko, głupi byłem, że tego nie zauważałem.
Moje oczy… Podobno wtedy coś się w nich dzieje. Miałem nadzieję, że już dawno się tego wyzbyłem a jednak nie da się nad tym zapanować. To chyba nierozerwalna cecha bycia mną.
W tym momencie dotarło do mnie, że to całe moje maskowanie się przed nim, jest bezsensowne. Może to była właśnie ta okazja, by obnażyć swoje uczucia, bez patrzenia na konsekwencje?
-Przepraszam, że wtedy to zrobiłem… Prawdopodobnie wszystko skiepściłem.
Nie. Nic nie popsułeś, wykonałeś pierwszy krok.
Od zawsze miał odwagę, której mi brakowało. Zakochałem się w nim odkąd po raz pierwszy go spotkałem ale nigdy nie ośmieliłem się tego powiedzieć ani tym bardziej okazać.
-Ale wiesz co? Wcale tego nie żałuję. No może poza tym, że cię zostawiłem. To był cholerny błąd, bo mogłem stracić cię na zawsze.
Wreszcie to zrozumiałeś?
Nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji, że stanie się to, o czym od dawna tak marzyłem. Myślałem, że długo będzie oporny, że nie będzie wracał do tego co było przed jego wyjazdem.
Czasami jednak warto w coś zwątpić, by móc cieszyć się bardziej, jeśli się uda.
Jego oczy były takie piękne, przenikliwe… Z bliska był jeszcze bardziej niesamowity.
To było uczucie nie do opisania, gdy znów mogłem poczuć jego ciało. Był taki ciepły i ładnie pachniał.
Miałem wrażenie, że spala mi się ubranie.
Złapałem go za koszulę, jakbym się bał, że się wycofa. Znowu ucieknie i mnie zostawi.
Bo czymże są słowa w zderzeniu z rzeczywistością?
Chyba go udrapałem, kurczowo go trzymając ale nie mogłem się powstrzymać. Chciałem mieć go całego i na zawsze.
-Teraz nie możesz powiedzieć, że nic się nie stało –wyszeptałem mu do ucha.
-Nawet nie zamierzam zaprzeczać…
To już dwa miesiące odkąd widzieliśmy się ostatnim razem. Zachował się tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło, po prostu zniknął następnego dnia. Dziś po tak długim dla mnie czasie wrócił ale paradoksalnie nie mogę się pozbierać. Nie spodziewałem się tego, chociaż cały czas marzyłem o tej chwili.
Wyglądał tak niesamowicie. Jeszcze lepiej niż go zapamiętałem. Nie miałem jednak śmiałości do niego podejść i tak bezpośrednio wyrwać z tłumu naszych znajomych. Siłą wszystkiego nikt nie wie i nawet nie podejrzewa, że cokolwiek między nami zaszło.
Powitałem go z daleka zwykłym cześć, tłumiąc narastające we mnie emocje. Nie mogłem i nie chciałem robić scen przy wszystkich. Z trudem powstrzymałem swoje ciało od niekontrolowanych ruchów. Z jednej strony miałem ochotę rzucić mu się w ramiona a z drugiej po prostu go uderzyć. Za to, że miał mnie w nosie przez cały ten czas.
Nawet na chwilę gdy zostaliśmy sami, nie byłem w stanie podjąć jakiejkolwiek rozmowy. A już na pewno nie o tym.
Też nie sprawiał wrażenia jakby chciał powiedzieć cokolwiek.
Czy w ogóle się tego tematu podejmie, czy może całkowicie wymazał ten incydent z pamięci?
Dlaczego po tym zniknął i dlaczego równie niespodziewanie wraca?
Czy chociaż przez moment o mnie pomyślał? Ułamek sekundy, jakieś przelotne skojarzenie?
Być może jestem głupi ale cały czas mi go brakowało.
Do tego niepewność. Ciężko było wytrzymać.
Teraz gdy nadarzała się okazja, musiałem omówić wszystko, co mnie męczyło. Gdybym tylko zapisywał te wszystkie pytania…
Z resztą o czym ja marzę? Skoro zapewne dla niego to nic nie znaczyło, po co miałby w ogóle chcieć o tym mówić? Ja muszę to zrobić pierwszy. I nawet gdy będzie chciał się wymigać, nie pozwolę mu na to.
Nie popuszczę. Za dużo cierpiałem, zastanawiając się nad wszystkimi możliwymi odpowiedziami.
Bo życie w niepewności boli.
Siedziałem teraz na łóżku wtulony w poduszkę, próbując poskromić plątaninę przemyśleń. Miałem w głębi serca nadzieję, naiwnie tłumacząc sobie, że może dla niego też jest to trudne, że postawa nic się nie stało, przecież jesteśmy tylko kumplami to po prostu mechanizm obronny.
Mówi się, że nadzieja matką głupich. W takim razem ja jestem idiotą.
Serce podskoczyło mi do gardła, gdy usłyszałem pukanie do drzwi i szarpnięcie klamki.
-Proszę –zawołałem drżącym głosem po czym od razu drzwi się otworzyły i zobaczyłem JEGO.
Myślałem, że śnię. Gdybym nie siedział na łóżku, tylko stał, runąłbym chyba na podłogę. Nie mogłem w to uwierzyć. Z radości miałem ochotę się popłakać ale nie zrobiłem tego. Muszę być twardy, niech widzi, że mnie to nie rusza. Niech sobie nie myśli, niech nie wie dokładnie jaka jest prawda.
Zjawiasz się teraz jakby nigdy nic…
-Mogę?
-Yhym.
Spojrzał jeszcze na korytarz, jakby spodziewając się, że ktoś mógłby go śledzić i dopiero wtedy wszedł.
-Co cię do mnie sprowadza? –zapytałem, nerwowo przełykając ślinę.
-Po prostu chciałem się przyjemniej przywitać.
W tym momencie poczułem jak robi mi się gorąco.
Nie dam się zmiękczyć.
-Długo się nie widzieliśmy –powiedziałem zimno –Nie sądzisz, że należą mi się wyjaśnienia?
Moje pytanie ostudziło jego zapał. Stanął w pół pokoju, na jego twarzy pojawiło się wyraźne zakłopotanie.
Był taki uroczy…
-Musiałem wyjechać –wyjaśnił pospiesznie.
-Na koniec świata? W miejscu gdzie nie ma zasięgu i połączenia same się odrzucają?
Próbowałem się z nim kontaktować ale za każdym razem numer był zajęty, albo od razu byłem rozłączany.
Za każdym razem bezskutecznie.
-Przepraszam, byłem zajęty… -powiedział przygaszony.
Miałem wrażenie, że pojawiły się wyrzuty sumienia. I dobrze. W sumie czyż nie taki był mój cel?
-Przez całe dwa miesiące? Wystarczyło odebrać jeden cholerny telefon w tygodniu!
Wiedziałem, że się czepiam ale zasługiwał na to i w pełni powinien zrozumieć moje zachowanie. Starałem się nawiązać kontakt i nie musiałbym dzwonić prawie codziennie, gdyby choć raz odebrał. Po tygodniu miałem dosyć. Wiedziałem, że to nic nie da więc dałem sobie spokój.
-To był dla mnie ciężki okres, po prostu musiałem sobie wszystko poukładać. Tu nawet nie chodzi o ciebie...
Podszedł do mnie bliżej. Najwidoczniej stanie na środku pokoju przestało mu odpowiadać albo…
Usiadł na brzegu łóżka.
-Dla ciebie ciężki? A co ja miałem powiedzieć? Po tym wieczorze po prostu zniknąłeś tak bez słowa. Rozpłynąłeś się i zostawiłeś mnie ze wszystkimi wątpliwościami. Nie odbierałeś telefonu, nie dawałeś znaku życia, jakbym dla ciebie przestał istnieć. Co ja mogłem czuć, o tym nie pomyślałeś?
-Przepraszam, wiem że nawaliłem. Byłem cholernym egoistą… Zachowałem się jak gówniarz i kretyn.
To było w pewnym sensie zabawne gdy zaczął sobie ubliżać.
Takie kochane…
Widziałem w tym szczerą skruchę, poza tym w końcu, byłem pewien że żałuje. To niesamowite jak jedno wyznanie potrafiło zmienić mój stosunek.
-Przestań tak mówić. Nie zmienisz tego co było.
Co najwyżej możesz naprawić. O ile cokolwiek dla ciebie znaczę.
Nie wiedziałem co o tym myśleć. Z jednej strony tak bardzo go pragnąłem a z drugiej wciąż miałem masę wątpliwości.
-Tęskniłeś? –zapytał, gdy tylko znaleźliśmy się blisko.
Czy myślałbym o tobie codziennie, nie tęskniąc?
-Powiedzieć ci prawdę czy skłamać?
-Skłam
-Ani trochę.
Tak było znacznie łatwiej.
-Nawet gdybym nie kazał ci skłamać żebyś to zrobił, wiedziałbym. Nigdy tego nie potrafiłeś robić, nic się nie zmieniło.
-Nadal to widać?
-Widzę to w twoich oczach. One mówią wszystko, głupi byłem, że tego nie zauważałem.
Moje oczy… Podobno wtedy coś się w nich dzieje. Miałem nadzieję, że już dawno się tego wyzbyłem a jednak nie da się nad tym zapanować. To chyba nierozerwalna cecha bycia mną.
W tym momencie dotarło do mnie, że to całe moje maskowanie się przed nim, jest bezsensowne. Może to była właśnie ta okazja, by obnażyć swoje uczucia, bez patrzenia na konsekwencje?
-Przepraszam, że wtedy to zrobiłem… Prawdopodobnie wszystko skiepściłem.
Nie. Nic nie popsułeś, wykonałeś pierwszy krok.
Od zawsze miał odwagę, której mi brakowało. Zakochałem się w nim odkąd po raz pierwszy go spotkałem ale nigdy nie ośmieliłem się tego powiedzieć ani tym bardziej okazać.
-Ale wiesz co? Wcale tego nie żałuję. No może poza tym, że cię zostawiłem. To był cholerny błąd, bo mogłem stracić cię na zawsze.
Wreszcie to zrozumiałeś?
Nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji, że stanie się to, o czym od dawna tak marzyłem. Myślałem, że długo będzie oporny, że nie będzie wracał do tego co było przed jego wyjazdem.
Czasami jednak warto w coś zwątpić, by móc cieszyć się bardziej, jeśli się uda.
Jego oczy były takie piękne, przenikliwe… Z bliska był jeszcze bardziej niesamowity.
To było uczucie nie do opisania, gdy znów mogłem poczuć jego ciało. Był taki ciepły i ładnie pachniał.
Miałem wrażenie, że spala mi się ubranie.
Złapałem go za koszulę, jakbym się bał, że się wycofa. Znowu ucieknie i mnie zostawi.
Bo czymże są słowa w zderzeniu z rzeczywistością?
Chyba go udrapałem, kurczowo go trzymając ale nie mogłem się powstrzymać. Chciałem mieć go całego i na zawsze.
-Teraz nie możesz powiedzieć, że nic się nie stało –wyszeptałem mu do ucha.
-Nawet nie zamierzam zaprzeczać…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Poprzednim razem jak czytałam to opowiadanie wydawało mi się, że jest dobre ale teraz mam wątpliwości, ma wrażenie, że coś jest nie tak. Z resztą sami oceńcie
Nie wiem czy gustujecie w takich pairingach ale ja osobiście uwielbiam, najlepiej mi się takie rzeczy pisze. Mam jeszcze w zanadrzu parę takich opowiadań boyXboy. Mam jednak nadzieję, że nikt nie ma nic przeciwko.
Nie martwcie się, nie pisze porno ;)
To do następnego... kiedyś xd
Bardzo ciekawy rozdział! Fajnie się czyta, szkoda, że dopiero teraz trafiłam na twojego bloga, ale nadrobię w najbliższym czasie zaległości, cofnę się w czasie i przeczytam poprzednie wpisy :). Zastrzeżeń żadnych bym nie miała- tu możesz pomyśleć, że się czepiam, ale co tam - gdyby szablon był troszkę inny, bardziej chodzi mi tu o tło i tak dalej, takie szczególiki, które są niezmiernie ważne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny do dalszego pisania :),
Green Tea
by-green-tea.blogspot.com
Piszesz bardzo ciekawie. Spodobała mi się gra emocjami w opisach - ja jakoś mam z tym straszny problem. A poza tym czyta się szybko i przyjemnie. Pisz dalej! Jedynym minusem było to, że czasem tło zlewało się z czcionką. Ja żeby czegoś takiego uniknąć czytam swojego posta na podglądzie.
OdpowiedzUsuńPozdro.
http://dziennikidestiny.blogspot.com
Przyjemnie się czytało ;) Po każdym zdaniu chciało się wiedzieć więcej i więcej ;)
OdpowiedzUsuńBardzo, Bardzo ładne :) Jedyne do czego mogłabym się doczepić to trochę brakuje mi opisów (ale cóż George RR Martin jednak wyhodował we mnie straszne przyzwyczajenie do dłuuuuugich opisów) ale tak to jest wspaniale, te dialogi takie naturalne :) Bardzo przyjemnie się czyta
OdpowiedzUsuńhttp://0czykota.blogspot.com
Super blog. Miło mi się to czytało. ładne teksty, przemyślenia. WYdajesz się super osobą, lubię takich ludzi hehe :) Na pewno wpadnę ponownie. Z chęcią zaobserwowałam ................. pedzelikartka.blogspot.com
OdpowiedzUsuń