Początki zawsze bywają trudne tak jak pisanie pierwszego posta na nowym blogu. Być może zaledwie garstka osób będzie kojarzyć mój nick z innego bloga Osobista Teoria Chaosu, mojego pierwszego, którego prowadziłam przez trzy lata, czyli głównie przez cały czas trwania liceum.
Tego bloga zamierzam poświęcić dla innej części mojego życia, czyli tworów mojej wyobraźni, dlatego nazwa bloga taka, jaka jest. Będę tu zamieszczać swoje wiersze, opowiadania i pewnie też rysunki. Oczywiście jakże by było gdybym nie dodawała masy obrazków z neta, na końcu każdej notki...
Przedstawiać się nikomu nie lubię i pewnie dlatego specjalnie dobrze mi to nie wychodzi, poza tym lubię otaczać się aurą tajemniczości ;)
I osobiście uważam, że mniej istotne jest to jak ktoś ma na imię, ważniejsze jakim jest człowiekiem.
Więc jeśli jednak komuś do szczęścia potrzebne są moje dane osobowe w co wątpię C; podaję pseudo Dylan
i myślę, że to wystarczy.
I osobiście uważam, że mniej istotne jest to jak ktoś ma na imię, ważniejsze jakim jest człowiekiem.
Więc jeśli jednak komuś do szczęścia potrzebne są moje dane osobowe w co wątpię C; podaję pseudo Dylan
i myślę, że to wystarczy.
Na razie posty nie będą pojawiały się regularnie, bo na nowo muszę się wczuć w bycie blogerem, poza tym nie jestem artystyczną fabryką a pewne rzeczy oprócz bałaganu same się nie robią xD
Żeby nie był to post 'na sucho', publikuje pierwsze na tym blogu opowiadanie.
Uwierz w niemożliwe
Yota patrzyła na mnie jak na wariatkę. Była co raz bardziej
zdziwiona a na jej ustach widziałam ten irytujący, pełen sceptycyzmu uśmieszek,
jaki zawsze pojawiał się, gdy słyszała coś, co nie mieściło się w jej ciasnym
horyzoncie przekonań, a który zawsze doprowadzał mnie do szału.
-Mam cię ugryźć żebyś w końcu uwierzyła?! –krzyknęłam, po tych chwilach tłumienia w sobie wściekłości. Mimo naszej długoletniej przyjaźni, niejednokrotnie w takich sytuacjach miałam ochotę przywalić jej
-Mam cię ugryźć żebyś w końcu uwierzyła?! –krzyknęłam, po tych chwilach tłumienia w sobie wściekłości. Mimo naszej długoletniej przyjaźni, niejednokrotnie w takich sytuacjach miałam ochotę przywalić jej
w twarz. Jak
można być tak głupio upartym?
-Jak mam ci uwierzyć w coś, co jest niemożliwe?
-Niemożliwe?! To jak wytłumaczysz np. znikających ludzi, deszcze kamieni i inne cholerstwa, które są rzekomo niemożliwe a jednak, do diabła, się dzieją?!
Na to nie odpowiedziała. Najwidoczniej nie miała żadnego, sensownego kontrargumentu. Zaczęła unikać mojego spojrzenia.
-No proszę! Teraz milczysz! –zadrwiłam tryumfalnie –Dopuść do swojej cholernej rzeczywistości rzeczy, które wykraczają poza przyziemną wyobraźnię.
Jej twarz przybrała teraz jeszcze bardziej zacięty wyraz. Widziałam, że intensywnie obmyśla jakąś ripostę, która tylko obroniłaby jej hipersceptycyzm.
-No dobra –przyznała wreszcie bez przekonania –Załóżmy, że uwierzę w ten cały absurd ale nadal nie rozumiem dlaczego upierasz się akurat przy czymś takim?
-Bo to prawda. Większość szczegółów się zgadza.
-Idź się leczyć –skwitowała ozięble.
Nadal utrzymujesz, że to tylko wymysł mojej chorej wyobraźni? Ciekawe co powiesz na to…
Bez słowa chwyciłam ją za rękę i zawlokłam do kuchni. Sama do końca nie wiedziałam co robię ani nie byłam pewna jej reakcji.
-Siadaj –rozkazałam z determinacją.
Wyciągnęłam z lodówki oklejony na wszystkie możliwe strony słoik.
-Jestem blada? –zapytałam mimochodem.
-Jak trup –powiedziała ale natychmiast dodała –To jeszcze niczego nie dowodzi. Wielu ludzi…
Syknęłam w odpowiedzi, machnąwszy ręką, zanim dalej zaczęłaby się mądrzyć.
-Mogę wiedzieć co masz w tym słoiczku? –zapytała wreszcie z zainteresowaniem.
-Krew –odparłam dobitnie. Aż sama zbladła na te słowa.
-Prawie świeża, ma tylko dwa dni.
Nie mogłam się oprzeć, by nie wchodzić w dalsze szczegóły ale miała już taką minę, że obawiałam się, że zaraz zemdleje, więc zrezygnowałam. Przecież nie o to mi chodziło. Musiałam jej wreszcie coś udowodnić
-Jak mam ci uwierzyć w coś, co jest niemożliwe?
-Niemożliwe?! To jak wytłumaczysz np. znikających ludzi, deszcze kamieni i inne cholerstwa, które są rzekomo niemożliwe a jednak, do diabła, się dzieją?!
Na to nie odpowiedziała. Najwidoczniej nie miała żadnego, sensownego kontrargumentu. Zaczęła unikać mojego spojrzenia.
-No proszę! Teraz milczysz! –zadrwiłam tryumfalnie –Dopuść do swojej cholernej rzeczywistości rzeczy, które wykraczają poza przyziemną wyobraźnię.
Jej twarz przybrała teraz jeszcze bardziej zacięty wyraz. Widziałam, że intensywnie obmyśla jakąś ripostę, która tylko obroniłaby jej hipersceptycyzm.
-No dobra –przyznała wreszcie bez przekonania –Załóżmy, że uwierzę w ten cały absurd ale nadal nie rozumiem dlaczego upierasz się akurat przy czymś takim?
-Bo to prawda. Większość szczegółów się zgadza.
-Idź się leczyć –skwitowała ozięble.
Nadal utrzymujesz, że to tylko wymysł mojej chorej wyobraźni? Ciekawe co powiesz na to…
Bez słowa chwyciłam ją za rękę i zawlokłam do kuchni. Sama do końca nie wiedziałam co robię ani nie byłam pewna jej reakcji.
-Siadaj –rozkazałam z determinacją.
Wyciągnęłam z lodówki oklejony na wszystkie możliwe strony słoik.
-Jestem blada? –zapytałam mimochodem.
-Jak trup –powiedziała ale natychmiast dodała –To jeszcze niczego nie dowodzi. Wielu ludzi…
Syknęłam w odpowiedzi, machnąwszy ręką, zanim dalej zaczęłaby się mądrzyć.
-Mogę wiedzieć co masz w tym słoiczku? –zapytała wreszcie z zainteresowaniem.
-Krew –odparłam dobitnie. Aż sama zbladła na te słowa.
-Prawie świeża, ma tylko dwa dni.
Nie mogłam się oprzeć, by nie wchodzić w dalsze szczegóły ale miała już taką minę, że obawiałam się, że zaraz zemdleje, więc zrezygnowałam. Przecież nie o to mi chodziło. Musiałam jej wreszcie coś udowodnić
a niewątpliwie ciężko by
było to zrobić, gdyby akurat teraz straciła przytomność.
Odkręciłam słoik. Od razu poczułam ten nieprzyjemny, metaliczny zapach.
Chyba domyśliła się co zamierzam zrobić, bo skrzywiła się z takim obrzydzeniem, jakbym co najmniej raczyła się ściekami. Nie zwracając zbytnio uwagi na tej jej grymasy, zaczęłam pić.
Nie było to nadzwyczaj smaczne ale nie dałam tego po sobie poznać. Poczułam ciepło w całym ciele, mimo że krew była prawie lodowata. Moja skóra zaróżowiła się i czułam lekkie wypieki na twarzy. Teraz to Yota była ode mnie znacznie bledsza. Patrzyła na mnie zdegustowana, przerażona i zdumiona.
-Twoja skóra… -wyjąkała –Jest różowa…
-Jak widzisz. Organizm zwykłego człowieka tak nie reaguje.
Zadowolona z siebie wytarłam usta.
-Czy teraz wreszcie mi wierzysz? –zapytałam, śmiejąc się w duchu. Z trudem powstrzymałam się od złośliwej uwagi.
Jej mina? Była po prostu bezcenna. Tak zszokowanej jeszcze nigdy nie widziałam.
-Tak –wymamrotała, zakrywając usta –Ty naprawdę… jesteś wampirem…
Odkręciłam słoik. Od razu poczułam ten nieprzyjemny, metaliczny zapach.
Chyba domyśliła się co zamierzam zrobić, bo skrzywiła się z takim obrzydzeniem, jakbym co najmniej raczyła się ściekami. Nie zwracając zbytnio uwagi na tej jej grymasy, zaczęłam pić.
Nie było to nadzwyczaj smaczne ale nie dałam tego po sobie poznać. Poczułam ciepło w całym ciele, mimo że krew była prawie lodowata. Moja skóra zaróżowiła się i czułam lekkie wypieki na twarzy. Teraz to Yota była ode mnie znacznie bledsza. Patrzyła na mnie zdegustowana, przerażona i zdumiona.
-Twoja skóra… -wyjąkała –Jest różowa…
-Jak widzisz. Organizm zwykłego człowieka tak nie reaguje.
Zadowolona z siebie wytarłam usta.
-Czy teraz wreszcie mi wierzysz? –zapytałam, śmiejąc się w duchu. Z trudem powstrzymałam się od złośliwej uwagi.
Jej mina? Była po prostu bezcenna. Tak zszokowanej jeszcze nigdy nie widziałam.
-Tak –wymamrotała, zakrywając usta –Ty naprawdę… jesteś wampirem…

